Żaby

Spacerowałem leśną drogą  w pobliżu płynącej nieopodal Wełny. Zatrzymał mnie, wmurował w poszycie dźwięk zupełnie niespodziewany, rechot żab.  „Chór żab”; tak się mówi, ale to był wielki żabi hałas, muzyka produkowana przez setki żabich gardeł. Ponieważ nie szedłem sam, przystanąłem tylko na chwilę, ale z postanowieniem, że muszę tu przybiec, by na-słuchać się żab.

W trakcie spaceru przypominałem sobie, w którym fragmencie „Pana Tadeusza” jest mowa o żabach, bo, że jest, tego byłem pewien. Odnalazłem go na początku VIII księgi. Zaczyna się od słów:

 „ Na finał szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy/Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy…”  

Czternastoma wersami opisującymi nocny koncert żab Mickiewicz rzucił wyzwanie wszystkim, którzy podjęliby się próby opisania słowami dźwięków wydawanych przez żaby; ot takie romantyczne hot14challenge1. Nie znam świadectw podjęcia wyzwania, co nie oznacza oczywiście, że ich brak. Blisko końca tej księgi znajduje się jednak linijka, która stanowi wyzwanie, na które nie pozostaję głuchy: „(Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie)”.

*

Nie wydaje mi się, aby „gra” polskich żab różniła się czymkolwiek od „gry” żab francuskich, ale potrafię zrozumieć, że „na paryskim bruku”, piszącemu „fraszkę” poecie (jak nazywał swój poemat AM) wiatr natchnienia tak nadął  poetyckie żagle, że łódeczkę słów umieścił na wysokiej fali wzmożonych narodowych uczuć. Jeden wypad za miasto wytrąciłby poetę z pewności co do wyjątkowego piękna rechotu polskich żab, ale zajęty robieniem notatek do „Ksiąg narodu i pielgrzymstwa…” nie miał pewnie czasu na spacery po łąkach i przy stawach. Nie mógł jednak nie pamiętać, ten pojętny uczeń wybitnych  wileńskich filologów klasycznych, że w 405 r. p. Ch. Arystofanes, dla słabnących w wojnie peloponeskiej Aten, przygotował i wystawił komedię „Żaby”, w której chór żab koncertowo gra swoją rolę. Żaby greckie wokalnymi umiejętnościami musiały dysponować niezwykłymi, skoro nie pozostawiły obojętnym ucha ateńskiego satyryka. Nie tylko jego zresztą, bo o czym  AM również musiał z nauki w szkołach wileńskich wiedzieć, Homerowi przypisywano heroikomiczny epos o wojnie żab z myszami, „Batrachomychomachię”. Do przełomu 18 i 19 w. w języku polskim zdołało oddać ten poemacik aż trzech autorów; ostatni przekład miał miejsce w 1815 r. i przedstawił go Bruno Kiciński (Lwów). Znane były w Polsce liczne przeróbki tego poematu, z których „Myszeidos” Ignacego Krasickiego, poemat o wojnie myszy z kotami (1775) uchodzi za przykład najjaśniejszy.

Z Myszeidy pochodzi fragment, który młodzież w Szkole Rycerskiej odśpiewywała jako hymn podczas immatrykulacji zaraz po Gaudeamus igitur: „Święta miłości kochanej ojczyzny…”

*

W sierpniu 2010 r. 33 zespoły naukowców z 21 krajów wyruszyły na poszukiwanie „zaginionych żab”. Program naukowy polegał na próbie odnalezienia gatunków, które uznano za zaginione, których „nie widziano” od dziesięcioleci, czy jak w jednym z przypadków nawet od stulecia. Graalem wyprawy miały być ropuchy Rio Pescalo występujące kiedyś tylko w Ekwadorze. Większości poszukiwanych gatunków nie odnaleziono, ale te, których istnienie z radością i ulgą odnotowano przyniosły promyk nadziei – pozwalały snuć przypuszczenia na temat tego, co je wyróżnia, co pozwoliło im przetrwać, kiedy inne przepadły bez śladu.

Może niektórzy reprezentanci zaginionych gatunków pojawili się w sali konferencyjnej biurowca w głębi miasta, kiedy to, jak pisze w opowiadaniu Shaun Tan  „pewnego popołudnia wszyscy członkowie zarządu zamienili się w żaby”. Nazwy gatunków nie pojawiają się w opowieści, bo to nie jest opowieść o tym, a o osobie, która „po raz pierwszy  zobaczyła ich w takim stanie” : „ Co zaś do żab, byłych członków zarządu, ślizgających się nieporadnie po śliskim blacie biurka, rozciągających swoje nowe odnóża i języki, sprawdzających lekkość swoich małych, trójkątnych serduszek – nigdy dotąd nie zaznały tak wszechogarniającej radości , takiej ulgi. Wszechświat nie przeklął ich, lecz ułaskawił”.

*

Wszelkie próby opisania żabich chórów są z góry skazane na niepowodzenie, podobnie jak próby opisania wszechogarniającej radości. Mogę wskazać na chwilę, w której w środku lasu zatrzymuje mnie żabi wielogłos, mogę napisać, że jest czystą radością, ale doświadczenie pozostawię nieopisane. Łatwiej mi opisać jego negatywną stronę, czyli świadomość, że systematycznie tracimy kolejne gatunki płazów, a tracąc je rozstajemy się z podarowaną nam za nic radością. Wiele z tych zwierząt zagrożonych jest wyginięciem, bo naraz spada na nie więcej niż czterech przysłowiowych jeźdźców apokalipsy. Tak czy siak – woźnica jest jeden. Niszczymy ich siedliska, budując osiedla, obwodnice, drogi. Zanieczyszczamy chemikaliami wody, a na zmianę jej jakości płazy są wyjątkowo wrażliwe. Źródło tajemniczych wirusów będących przyczyną płazich chorób, podobnie jak w przypadku „wirusa z Wuhan” jest także antropogeniczne, zmiany klimatu powodują wysychanie stawów, hamowanie metamorfozy larw.

Dzień, w którym podczas spaceru nie usłyszę już rechotu żab  będzie dniem wielkiego smutku, więc póki co, zanurzam się w głośnej zielonej radości jak Jaques Mayol, „człowiek- delfin” w oceanie. Moja własna Grande Green.  Mayol w swobodnym nurkowaniu w oceanie przesuwał granicę, do której może zanurkować bez tlenu człowiek,  ja,  ilekroć zanurzałem się w zieleń przesuwałem granicę pojęcia „ojczyzna”. Wydaje mi się, że dzisiaj mam pojęcie o tym, ile pracy wielu ludzi  wkłada w to, by zamykać nas  w tym pojęciu jak w łupinie orzecha, podczas gdy jego granice rozszerzają się z prędkością rozszerzającego się Wszechświata.

*

„Poszerzenie pola walki” nastąpiło u mnie w sposób naturalny, kiedy uświadomiłem sobie fakt, że żadna granica, żaden symbol na fladze nie uchronią nas przed konsekwencjami zmian klimatycznych. Odwoływanie się do plemiennych wartości, kiedy kruszą się fundamenty kontynentów budzi wpierw zdumienie, a później gromki śmiech. Zrozumiałem, że ściany naszego domu ( oikos) rozszerzyły się jak umysł po zażyciu narkotyku i ojczyzną/matczyzną powinien być dziś dla nas cały świat. „Świat to za mało”  powiedział w jednym z odcinków swoich przygód James Bond i ja chętnie powtórzę za nim ten wers. Nie wiem, czy mój umysł jest „umysłem poczciwym” z wiersza Krasickiego, ale bliski jest mi rodzaj przejęcia się poczuciem wspólności ( spójności?) ze wszystkim, co żyje. I by jak najdłużej samemu cieszyć się radością wspólnego życia, a także zachować jakąś część tej radości dla tych, co przyjdą po mnie gotów jestem,  jak żaby w komedii Arystofanesa drzeć się na całe gardło*, że pora się obudzić, że „nasz dom się pali”, że „trzeba robić, co można”.

Chętnie przystałbym do klimatycznej partyzantki, by wziąć udział w wojnie podjazdowej przeciw tej części własnego gatunku, która kieruje nas wszystkich w stronę przepaści. Zajrzałem w tym celu na spotkanie informacyjne Extinction Rebellion, ale w przemówieniach liderów ER nie dosłyszałem, ani nie zauważyłem radykalizmu, którego się spodziewałem. Może to kwestia rozbudowanych wyobrażeń, ale najbardziej radykalny wydał mi się siedemdziesięcioletni Harrison Ford, który w zaprezentowanym na wstępie filmiku mówił żarliwie o tym, że „natura skopie nam tyłki”, jeśli się ostro nie zabierzemy do roboty, teraz! Liderzy ER zapraszali do rozmowy o uczuciach, co samo w sobie nie jest złe, ale ja zajrzałem tam, by się dowiedzieć o „taktyce, strategii, rodzajach broni” i gdzie się mogę wyekwipować.

*

Rodzajem rebelii jest już bieganie i chodzenie w lesie w stanie niepodległości wobec przymusu bicia rekordów szybkości i ilości przebytych kilometrów. Każda godzina uwagi dla zieleni drzew, krzewów, paproci, śpiewu ptaków, szumu liści, piękna napotkanych zwierząt, własnego oddechu jest budowaniem nadziei na to, że inne życie jest możliwe. Każde inne przedsięwzięte działanie po wyłonieniu się z tego głębinowego leśnego doświadczenia jest nią nieuchronnie naznaczone i będzie pielęgnowaniem, jak to mówi tytułem swojej książki Rebeca Solnitt  „nadziei w mroku”. Moja nadzieja ma rewers, który u niektórych może budzić zdziwienie, choć dla mnie stanowi natchnienie równie silne, jak wezwanie do społecznej aktywności i ma siłę porywającej wizji. Otóż wyobrażam sobie, jak w dniu, w którym zatrze się ostatni silnik spalinowy, w kilkadziesiąt godzin po ostatnim kaszlnięciu techniki i odejściu ostatniego człowieka Wielka Zieleń zaczyna powracać do miast. W bramach miast stają zwierzęta, a każde z nich ma po dwie dusze: swoją własną i drugą takiego zwierzęcia, którego śmierć, w wyniku cywilizacyjnej furii spowodowaliśmy my ludzie. Są wśród nich także dusze żab, a dźwiękiem, którego nie słyszy już ludzkie ucho, jest dźwięk wszechogarniającej radości.  

Feliks Niewiadomski         

Wykorzystane lektury:

    Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz” – https://literat.ug.edu.pl/panfull/0008.htm

    Robin Moore „In Search of Lost Frogs: The Quest to Find the World’s Rarest Amphibians”

    Shaun Tan „Opowieści z głębi miasta”

    Arystofanes „Żaby” https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/arystofanes-zaby.html

    Rebecca Solnitt „ Nadzieja w mroku”

*”Tak, będziem kumkać bez wytchnienia;/Ile wytrzymać gardło zdoła,/Przez cały dzień rechotać pienia!”


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *