20 09 1519 Początek wyprawy Magellana

                „ Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa

                       Prawdziwa podróż z której się nie wraca…”

                                                          /Z.Herbert, Podróż/

O wyprawie Magallena można tak powiedzieć; długa podróż, prawdziwa podróż, podróż, z której się nie wraca”. Z pięciu karawel, które wypłynęły z Hiszpanii w poszukiwaniu nowej drogi do Wysp Korzennych, po opłynięciu kuli ziemskiej, do portu zawitał tylko jeden, z dwustu pięćdziesięciu marynarzy, rozpoczynających rejs,  do domu powróciło osiemnastu.    

Wiemy; opłynęli glob, odkryli i nazwali ważną cieśninę, nadali imię jednemu z Oceanów ( Spokojny), przywieźli goździki, pieprz i gałkę muszkatołową, cenione wówczas w Europie nie mniej niż złoto.  Mimo śmierci Magellana – pełen sukces; cztery statki i ponad dwustu ludzi, dla tych, którzy zakładali kompanie do handlu przyprawami  były ceną śmiesznie małą w porównaniu z zyskami – i w złocie, i we władzy,-  którym ten  morski rajd dookoła Ziemi dał życie.   

Szczegółową historię tej wyprawy i opis jej konsekwencji czytelnik znajdzie w interesującej książce  „Poza krawędź świata” Laurence’a  Bergreena, tu przy okazji tej daty, chcielibyśmy wspomnieć morską wyprawę dookoła świata  i dziwniejszą ( bo rozpoczynaną w aurze sportowej rywalizacji) i trudniejszą ( bo samotną), i piękniejszą ( bo zaowocowała nie kufrem złota, a niecodzienną mądrością).

Mowa o rejsie Bernarda Moitessie,  który wystartował w  pierwszych regatach wokół ziemskich non-stop zorganizowanych przez “Sunday Times” w 1968 roku.

Niezwykły żeglarz, samotny rejs opisał w niezwykłej książce. Książka nosi tytuł „Długa droga. Samotnie między niebem i morzem ”, i jest jak napisał jeden z jej czytelników „surową relacja samotnika dobrowolnie wybierającego swój los.”

W regatach można było wygrać duże pieniądze, Moitessie miał wielkie szanse na to, by zgarnąć tę nagrodę, ale po pokonaniu Pacyfiku i Przylądka Horn, zdecydował się nie wracać do Europy i skierował swój jacht z powrotem ku Australii. Postanowił nie wracać do życia, które znał, postanowił płynąć dalej, bez zawijania do portów, być może po to, by jak napisał,  „odnaleźć swoją duszę”.   

Rejs odmienił jego życie, decyzja, którą podjął pchnęła je w nowe koleiny ( Moitessie mieszkał później na Tahiti ). Znalazł inne, własne  miejsce w świecie.

Przypominamy tę postać na marginesie  wyprawy Magellana również dlatego, że ten samotny żeglarz był wspaniałym interpretatorem przeczytanych książek. Czytanie było dla niego czymś więcej niż lekturą. Czym? Nie podejmiemy się nazwać, nie umielibyśmy. Przytoczymy więc fragment „Długiej drogi” w którym mowa o tym wprost:

„ Jak mogliśmy zatracić do tego stopnia zrozumienie boskości i sens życia? Ostatnimi czasy czytałem ponownie Steinbecka oraz Terre des Hommes (Ziemia planeta ludzi), Avant que Nature meura (Zanim umrze przyroda), Les Racines du Ciel (Korzenie nieba). Czasem przymykałem oczy po przeczytaniu wiersza, ustępu lub strony, które budziły we mnie szczególny oddźwięk. Odnoszę obecnie wrażenie, że ci którzy pisali te książki, wypowiadali się nie tylko słowami i pojęciami, lecz i wibracjami. Fale tych drgań sięgają daleko ponad nasze małe nieudolne słowa wymyślone przez ludzi.

Na początku było Słowo. Nie czytałem Biblii. Pisana była zbyt drobnym drukiem. Podobno “Bóg” przetłumaczony jest opacznie, gdyż tekst hebrajski brzmi “bogowie”. Jest to bez znaczenia, ponieważ istnieje Słowo. A słowo jest ponad wszystkim i żaden przekład nie może mu zaszkodzić. Zastanawiam się, czy Słowo nie utożsamia się z wibracją. Z wibracją o takim nasileniu, że z niej zrodził się wszechświat. Nie mam pojęcia czy czytałem gdzieś o tym dawno, w czasach kiedy te wszystkie sprawy zupełnie mnie nie wzruszały, czy też wyczułem to w sobie w ową noc Bożego Narodzenia. Myślę, że jest to raczej bardzo dalekie echo i mam również wrażenie, że książki, które odczytuję od wyruszenia, nie zostały napisane wyłącznie przez Jean Dorsta, Romain Gary’ego, Saint-Exupery’ego i Steinbecka, to jest przez pojedynczego człowieka, lecz przez ludzi. Oraz że te dzieła są dziełami nas wszystkich i naszym wspólnym dziedzictwem.”

Co zostaje z tej podróży? Być może to, co Moitessie wyczytał u Steinbecka, w  “Na wschód od Edenu”, gdzie idzie o tłumaczenie biblijnego zwrotu o panowaniu nad grzechem:

„ W przekładzie amerykańskim powiedziano “masz panować nad grzechem” co było rozkazem. Inny, angielski przekład mówił “będziesz panował nad grzechem” co było obietnicą. Chińczycy po kilkuletnich studiach nad językiem hebrajskim przełożyli to jako “Nad grzechem panować możesz”. Oznacza to daną nam wolność wyboru, ale i odpowiedzialność.

„Długa droga”  –  to poemat morza , podróż długa, podróż prawdziwa, podróż, z której się nie wraca…

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *