30 05 1778 zmarł Wolter

Kiedyś w towarzystwie słowami „ty wolterianinie” można było kogoś dotknąć, lub zwrócić uwagę na jego więcej niż sceptyczny stosunek do poglądów w skrócie nazywanych optymistycznymi i jego atencję do poglądów, które dziś zwykliśmy określać mianem liberalizmu.

Termin ten funkcjonuje oczywiście jako znaczne uproszczenie postawy filozofa, który w swojej życiowej praktyce wykazywał się daleko posuniętą niekonsekwencją, np. był wielkim propagatorem postawy tolerancji (przypisuje mu się słowa: „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć.” ), a jednocześnie brał udział w handlu niewolnikami, czy zwalczał ostro swoich przeciwników.

Wielki wpływ na postawę światopoglądową Woltera wywrzeć miało trzęsienie ziemi w Lizbonie w 1755, po którym retorycznie pytał „Dlaczego Lizbona?”, i czym sprowokował polemikę z Rousseau. Polemice tej europejska kultura zawdzięcza zresztą   „Kandyda” – odpowiedź nie tylko na życiowy optymizm Jana Jakuba Rousseau, ale i na filozoficzną postawę Leibniza twierdzącego, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów. „Kandyd czyli optymizm”  różową bańkę Leibniza przekłuwa; świat na którym żyjemy, nie jest najlepszy z możliwych, rzeczy, które nas w nim spotykają też do najlepszych nie należą, najlepszym zaś sposobem radzenia sobie w tym niezbyt przyjaznym człowiekowi środowisku jest „uprawianie własnego ogródka”.

Wolterowi nie brakowało umiejętności zrealizowania postulatu Kandyda: pod koniec życia niedaleko Genewy założył manufakturę, wprowadził nowe uprawy, a jego cywilizacyjny zapał znalazł potwierdzenie w liczbie  mieszkańców miasteczka, która wzrosła z 40 do 1200 ( co  stanowiło jego  wielki powód do dumy). 

Uczniów nie ma, choć znana jest anegdota o tym, że mieszkający również w Szwajcarii Jerzy Stempowski, zmuszony do wypełnienia formularza osobowościowego w rubryce „wyznanie religijne”  wpisał „wolterianizm”, czym zmusił z pewnością berneńskich urzędników do odnotowanie nowego wyznania.

Gdybyśmy odpowiednika Woltera  szukać mieli w dzisiejszych czasach można by wskazać na Johna Graya, który w rozbijaniu złudzeń pielęgnowanych przez ludzkość dawno przerósł  osiemnastowiecznego mistrza. Wolter np. skłonny był uważać, że z pożogi sceptycyzmu ostaje się np. idea sprawiedliwości, która jest wartością ponadczasową i uniwersalną, Gray zaś pisze, że: „w istocie niewiele jest idei bardziej ulotnych (…) a sprawiedliwość jest produktem obyczajów. Tam, gdzie obyczaje są nietrwałe, jej nakazy szybko się starzeją. Koncepcje sprawiedliwości  są równie ponadczasowe, jak moda w dziedzinie nakryć głowy”.

Wolterianizm więc, jak widać, nie jest uschłą do końca gałęzią; raz po raz, uważnie patrząc, dostrzec można jakiś świeży listek.

Najświeższy to chyba właśnie Gray. Nie trzeba rosnąć razem z nim, ale warto mu się przypatrywać, zwłaszcza, kiedy może mieć do powiedzenia rzeczy trzeźwiące: „Moralność mówi; głos sumienia może nie zostać wysłuchany, ale zawsze protestuje przeciw okrucieństwu i niesprawiedliwości. W rzeczywistości sumienie przyzwala na okrucieństwo i niesprawiedliwość, dopóki ich ofiary mogą zostać pogrzebane w ciszy”.

(John Gray Słomiane psy)   

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *