29 07 1890 zmarł Vincent van Gogh  

Van Gogh – religia światła

Philipe Larkin wyznać miał kiedyś, że gdyby był powołany do ustanowienia jakiejś religii jej podstawą uczyniłby wodę. Podstawę religii Van Gogha wydedukować możemy, patrząc na jego obrazy. Tylko niewiele z nich bowiem nie głosi dobrej nowiny, którą jest ś w i a t ł o.

W młodości autor „Słoneczników” postanowił zostać  duchownym, by zanieść światło nadziei tym, którzy jego zdaniem najmocniej tego światła łaknęli i potrzebowali – górnikom w belgijskim zagłębiu węglowym. Siewcą był oddanym i gorliwym,  ( ochoczo korzystał  z kościelnej kasy ), co nie przyniosło mu uznania w oczach hierarchii kościelnej, która ze wspólnoty wyznaniowej postanowiła go wykluczyć.

Van Gogh uznał więc, że nadzieję głosić można także malując obrazy i poświęcił się z tą samą co wprzódy gorliwością „pokornemu i wspaniałemu wnikaniu w namiętności cyprysów, w duszę krzesła wyplatanego słomą, we wzloty słoneczników”, w naturę światła słonecznego i barw.

Pasja, namiętność, gorliwość, pokora i wspaniałość misjonarza  nie zawsze jednak zjednuje religii wyznawców; twórczość Van Gogha nie znalazła uznania wśród współczesnych, co kolejny już raz w życiu artysty  potwierdziło trywialną prawdę o prorokach nie znajdujących uznania we własnym kraju.

Ale Van Gogh sieje dalej, rzuca ziarna światła przed oczy tych, którzy ślepi nie są, ale odmawiają widzenia. Jak napisał eseista, „życie i malarstwo Vincenta są ciągłym, rzucającym wyzwanie wędrowaniem, wypełnionym dotkliwymi doświadczeniami i będącym gorączkowym i świetlistym świadectwem. (…) Całe jego życie wypełniały po brzegi cierpienia i znużenie, porywy i cierpliwość, entuzjazm i rozczarowania.”

Dziś, wskutek zwykłego obrotu losu, kiedy dzieła artysty chronione są pancernymi szybami, a  najmniejsze miniaturki, które wyszły spod jego ręki warte fortun, los posłannictwa malarza ma się niewiele lepiej niż wtedy, kiedy malowałTaras kawiarni w nocy.” Mdłe światło bijące od dolarów i euro przesłania prawdziwe ś w i a t ł o, o którym opowiadał Van Gogh. Ludzie kupują „van goghi” ale świetlnej opowieści pędzlem artysty  nie rozumieją. Nie widzą w nim już „ jazgotliwego kundla z brudnymi łapami”, i nie traktują go już „jak szwędające się zwierzę”, jak pisał do brata, ale nie słyszą także jak mówi;

„Świadomie wybieram drogę psa, zostaną psem, będę biedny. Będę malarzem, pozostanę człowiekiem.”, i jak zachęca, by przypatrywać się jednak uważniej obrazom, bo: „Mogą za nas mówić tylko nasze obrazy“.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *