12 11 1936 zmarł Stefan Grabiński

Stefan Grabiński należy do tych twórców dwudziestolecia międzywojennego, których utwory dziś niezwykle już rzadko rozpalają wyobraźnię specjalistów od literatury, którym  nie wydaje się ona na tyle interesująca, by poświęcić jej  jakąś część  badawczej energii. 

Grabiński dzieli więc los innych świetnych pisarzy; Romana Jaworskiego – „ Historie maniaków”, „Wesele hrabiego Orgaza”, czy Jana Lemańskiego  – „Ofiara królewny”.

Na szczęście nie jest tak, że niepowodzenie jakichś utworów na uniwersyteckich katedrach warunkuje ich powodzenie u czytelników.  Znajdują się pasjonaci, dzięki którym przebrzmiała, zdawałoby się twórczość, ma szansę zaistnieć na nowo w czytelniczym obiegu.

Tak dzieje się z Grabińskim. Wydana niedawno nakładem „Lampy” książka „Demon ruchu” pozwala przyjrzeć się twórczości Grabińskiego na nowo i stwierdzić, że porównania jej do twórczości Poego i Lovecrafta, owszem, są chybione, ale nie ze względu na jej niższą rangę, ale ze względu na rozległość wizji. Grabiński, wielki miłośnik i znawca twórczości Poego, w wielu swoich literackich wizjach amerykańskich kolegów po piórze przerasta.

Pisze się o jego „niesamowitej fantazji”, ale „niesamowita fantazja” to tylko jeden z najłatwiejszych kluczy do tej twórczości, i klucz otwierający w dodatku drzwi od dawna już dla wielu otwarte.  To co bierze się za „niesamowitą fantazję” jest, jak się okazuje – solidnie ugruntowaną wiedzą, i zbudowaną na tej wiedzy literacką fikcją.

Co zaś charakteryzowało pisarza najsilniej to wiara w ziszczalność fikcji, przekonanie o możliwości  jej urzeczywistnienia.

Grabiński nie pisał więc „niesamowitych fantazji”, pisał, w fantastycznym,  ( to słowo nie jest tu najlepsze i należy rozumieć je jako niezbyt trafne  określenie przynależności gatunkowej utworów),  kostiumie rzeczy możliwe, prawdopodobne, realne, istniejące.

Słowami jednego z bohaterów opowiadań mówił:

 „Człowiek niczego nie myśli na marne. Żadna myśl, nawet najdziwaczniejsza, nie ginie bezpłodnie”

Opowiadaniami dziejącymi się w środowiskach związanym z koleją („Demon ruchu „), strażą pożarną (Księga ognia” ) , wskazującymi na istnienie rzeczywistości równoległej do postrzeganej codzienności ( „Niesamowita opowieść”), starał się rozwijać i uzasadniać najgłębsze swoje przekonania o tym, że ważniejsza od materii jest myśl, która materię ( również materię zdarzeń ) może budować, że istnieje wiele rzeczywistości, wiele odnóg doświadczanego przez człowieka świata, ”ślepych torów”, wiele równoległych do znanego nam świata światów, „wysyłających” „znaki”, „sygnały”, (tytuł jednego z opowiadań w tomie „Demon ruchu”), że prawdziwą rzeczywistością, wreszcie, jest rzeczywistość zmiany, ruchu, (Heraklit), a złudną – z uporem pielęgnowana rzeczywistość, w której świat zastajemy gotowym, stałym, ustabilizowanym, trwałym.

Takie przekonania i ich literackie realizacje nie miały w dwudziestoleciu literackim większych szans na to, by wzbudzić wielkie zainteresowanie u publiczności. W gazetach – skamandryci, Wierzyński, Iwaszkiewicz, Lechoń, Słonimski, na ulicach awangardyści usiłujący wybić sobie drogę do czytelniczego bytu poetyckimi happeningami, powieść – zajmowała się narodzinami i patologiami świeżo narodzonego organizmu państwowego, (Żeromski, Kaden- Bandrowski), gdzież więc miejsce dla „fantasty” Grabińskiego? Społeczeństwo z trudem dawało sobie radę z jedną rzeczywistością, a tu pojawia się facet, który usiłuje zainteresować kilkoma istniejącymi naraz rzeczywistościami.

To musiało się skończyć samotnością – i literacką, i osobistą.

Ale czasem jest tak, że taka samotność po wielu latach odzywa się utworami, które oglądane z perspektywy wydają się i prekursorskie, i śmiałe, i dobrze napisane, i wartościowe, i prawdziwe, prawdziwe w tym sensie, że ich autor  widział wokół siebie rzeczywiście więcej niż ci, którzy w nim widzieli jedynie „dziwnego fantastę”.

Narrator opowiadania  „Dziedzina” mówi o bohaterze, który jak autor opowiadania również jest pisarzem, ale czytając te słowa dziś, trudno odsunąć od siebie przekonanie, że  narrator mówi  i o Wrześmianie  i o Grabińskim, a żeby było bardziej interesująco, mówi, naszym zdaniem o Grabińskim wtedy, w teraźniejszości dwudziestolecia międzywojennego, i mówi o Grabińskim dziś, po siedemdziesięciu prawie latach od tego cichego i skromnego bytowania na „bocznym torze” ówczesnego literackiego życia.

„Cała jego dziwaczna, zagadkowa twórczość była jedną wielką fikcją. Na próżno wysilała się zgraja szczwanych jak lisy krytyków w dociekaniu tak zwanych “wpływów literackich”, “analogij”, “prądów zagranicy”, które by choć w przybliżeniu użyczały klucza do niedostępnego zamku poezji Wrześmianowej – na próżno uciekali się sprytni recenzenci do pomocy uczonych znawców psychiatrii, przerzucali stosy przeróżnych dzieł, nurtowali po encyklopediach: utwory Wrześmiana wychodziły zwycięsko z powodzi interpretacyj, bardziej jeszcze tajemnicze niż przedtem, oszałamiające, groźne, niedocieczone. Wiał z nich jakiś ponury urok, nęciła zawrotna, dreszczem ścinająca głębia.”

Jak pokazuje dzisiejsza literacka praktyka, ów boczny tor, wcale nie okazał się „ślepym torem”, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *