Spieszmy się słuchać zwierząt

Książka Języki zwierząt Evy Meijer  rozraduje wszystkie te Czytelniczki i tych Czytelników, którzy poza próg dzieciństwa przenieśli w sobie pewność, że doktor Dolittle z powieści Hugha Lofftinga potrafił porozumiewać się ze zwierzętami. Dla autorki „Języków zwierząt” to, że zwierzęta mówią jest tak oczywiste, jak to, że my chodzimy i myślimy. „Zwierzęta mówią”, mówi w każdym zdaniu Evy Meijer tylko my nie potrafimy jeszcze rozumieć i odczytywać języków, którymi się posługują.

Nauczyliśmy się patrzeć na język, jak na wynalazek typowo ludzki, jak na narzędzie, dzięki któremu stworzyliśmy kulturę(y), cywilizację(e ), narzędzie, które w hierarchii bytów postawiło nas na jej szczycie. Lekturę Języków zwierząt” mamy szansę zakończyć przekonaniem, że pojęcie języka którym się posługujemy jest mocno zawężone, że nie uwzględnia większości zjawisk, zachowań, reakcji, sygnałów, które są właściwościami świata zwierząt, że czas najwyższy granice tego pojęcia rozszerzyć, a może nawet uczynić je, zważywszy na kolejne naukowe odkrycia w tej dziedzinie nieistotnymi, nieistniejącymi.

Wychodzę z założenia, że zwierzęta mają język” – tak rozpoczyna swoją opowieść Eva Meijer i na ponad dwustu stronach przekonuje nas do uznania tego faktu, bo uzyskanie pewności, że zwierzęta „mówią”, to znaczy posługują się właściwymi sobie językami ( formami komunikowania się) sprawi, że zaczniemy je także inaczej traktować: „to jak myślimy o zwierzętach, wiąże się z tym jak je traktujemy” (str. 22). 

Mówią papugi, mówią szympansy ( wiedzieliście o 66 wokalizacjach i 88 szympansich gestach?), mówią goryle, mówią w bardzo złożonym języku delfiny (wiedzieliście o delfinich dialektach? ), mówią w bardzo rozbudowanym i nacechowanym wieloma emocjami języku słonie, mówią kruki, a wymieniliśmy zaledwie część przykładów, które znajdziecie w „Językach zwierząt”.

Rozważania autorki wiele zawdzięczają refleksji filozoficznej Wittgensteina, ale nawet nie dysponując zapleczem w postaci filozoficznego wykształcenia książkę czytać będziemy ze wzrastającym zdumieniem i przekonaniem, że intuicyjnie wiedzieliśmy to zawsze, że świat doktora Dollitle’a i jego zwierząt był dla nas tak oczywisty, bo był po prostu częścią realnego świata, konkretnego, pełnego życia świata, w którym „zwierzęta komunikują się z innymi zwierzętami”.  

I niezliczone są sposoby komunikacji; zwierzęta wydają okrzyki alarmowe ( o tym jak alarmują ptaki przeczytać można w innej książce Evy Meijer – „Dom ptaków, w której opisała pionierskie badania nad zachowaniami ptaków Len Howard), zwierzęta sygnalizują zagrożenie wzrokiem, gestem, postawą, ostrzegają się chemicznie ( chemiczny język feromonów!), pozdrawiają się i mają swoje rytuały powitalne, np. „witając się, zwierzęta nie tylko mówią sobie ‘dzień dobry’, lecz także wymieniają się informacjami o swoich zamiarach. Podobnie jak my korzystają przy tym z min, gestów, mowy ciała i dźwięków”. (str. 69)

Zwierzęta mają i rozpoznają swoje tożsamości; delfiny mówią do siebie po imieniu, papugi także, hieny, psy, węże posiadają swoje profile zapachowe. ( fragment na 71 str. książki o komunikacji węży budzi zachwyt i długo nie opuszczające czytelnika zdumienie językowymi możliwościami natury!) 

Język to jedno, zdaje się mówić Eva Meijer, a posługiwanie się nim to drugie i daje nam cały rozdział o tym jak zwierzęta śpiewają; śpiewają ptaki – niby wiemy o tym, ale cała nasza wiedza na ten temat to jak znajomość dwóch nut w teleturnieju „Jaka to melodia”, podczas gdy wiedza o strukturze i bogactwie melodii pozostaje dla nas tajemnicą.  Śpiewają delfiny, śpiewają humbaki ( do tych pieśni zdecydowanie trzeba mieć cierpliwość, bo niektóre z nich trwają po 20 godzin, ale też nie dla naszego ucha są stworzone!). Część zwierzęcej muzyki w ogóle jest dla nas niedostępna, ze względu na rodzaj dźwięków, których nie odbiera nasze ludzkie ucho ( nie słyszymy np. piosenek myszy, więc kiedy zakładasz kolejną pułapkę na mysz, zastanów się czy przypadkiem nie przygotowujesz zagłady jakiegoś mysiego Homera!).

Zwierzęta się kłócą, zwierzęta wyznają sobie miłość i to wszystko w językach charakterystycznych dla danego gatunku, dla miejsca, w którym żyją. Z tego płynie też lekcja dla naszego ludzkiego świata i warto ją sobie dobrze przyswoić: „ Kiedy chcemy powiedzieć coś sensownego o języku innych, powinniśmy przestudiować praktyki, w których ten język jest używany. Kiedy inni, zwierzę czy człowiek są dla nas niezrozumiali, to dzieje się tak nie dlatego, że ich głowy czy myślenia są dla nas niedostępne, lecz dlatego, że nie jesteśmy obeznani z ich zwyczajami, zachowaniami i innymi rzeczami, które nadają znaczenie wspólnemu życiu”. (str. 136)

Ta książka może też nauczyć pokory. To uczucie pojawia się nieprzywoływane np. w rozdziale o gramatyce języka jaszczurek, w którym przeczytamy, że „jaszczurki komunikują się ze sobą na cztery sposoby: postawą ciała, liczbą łapek, którymi stają na ziemi, skinieniami głowy i nadymaniem podgardla. Wydaje się to proste, ale istnieje sześć tysięcy osiemset sześćdziesiąt cztery możliwych kombinacji postaw, z których sto siedemdziesiąt dwie jest często stosowanych” ( str. 162) 

Zwierzęta bawią się i dysponują językami, w których zabawę wyrażają, podobnie jak zachowania, które my nazywamy moralnymi, czy politycznymi.

Od początku książki, nad większością jej kart, jak biblijny duch nad wodami unosiło się zdanie, które, kiedy pojawia się pod koniec książki nie ma już mocy objawienia, ale jest jak naturalna konsekwencja podroży która odbyliśmy, jak kokarda przepasująca wiązankę ziół, do której co chwila dokładaliśmy gałązkę, aż nie utworzy całości: „ Niewątpliwie można tu mówić o kulturze, która jest przekazywana” (str. 164) To zdanie podkreśliłem, bo to zdanie, proszę państwa jest jak torpeda, która wysadza w powietrze nasz okręcik, w którego ładowniach przewoziliśmy bezpiecznie jak nam się wydawało przechowywane i pielęgnowane przekonanie, że kultura jest wynalazkiem ludzi, że nazywanie, wyrażanie się, przekazywanie doświadczenia odbywa się tylko w obrębie jednego gatunku i to w świecie przyrody czyni ten gatunek niezwykłym.

Pielęgnowanie takiego przekonania po lekturze „Języków zwierząt Evy Meijer może być rodzajem głuchoty na wiedzę, która zaczyna wzbierać w naukowym środowisku, albo rodzajem zrozumiałego skądinąd uporu, z jakim możemy się trzymać sądu o uprzywilejowaniu naszego miejsca w świecie.

 Naukowe badanie kwestii języków zwierząt właśnie się na dobre rozpoczyna, jaskółką efektów tych badań, zwiadowcą na trudnym i niegościnnym dla zwierząt terenie współczesnego ludzkiego umysłu jest z pewnością książka, do której lektury, bełkocząc z zachwytu próbuję kilkunastoma zdaniami państwa zachęcić. Ostatnie słowa tej zachęty niech pochodzą zatem spod pióra (klawiatury) Autorki –  Evy Meijer: „ Nietoperze śpiewają ukochanym piosenki o strukturze tak skomplikowanej jak ludzkie zdania. Papugi próbują rozmawiać z ludźmi w ludzkim języku o zagadnieniach matematycznych. Psy rozumieją gramatykę ludzkiego języka i porozumiewają się za pomocą wzorów  zapachowych, które mają własną gramatykę. Pszczoły w tańcu symbolicznie przekazują współrzędne przestrzenne. Delfiny mają imiona. Pieski preriowe szczegółowo  opisują przybyszów. Psy i ich właściciele wytwarzają hormon miłości oksytocynę, kiedy nawiązują kontakt wzrokowy. Wilki podczas zabawy porozumiewają się w kwestii tej zabawy. Konie potrafią czytać ciało człowieka. Głowonogi wzorami kolorystycznymi na skórze przekazują całą gamę informacji. Za pomocą takich i innych informacji zwierzęta informują siebie i nas, jak się czują i czego chcą, oraz opisują otoczenie. Nawiązują kontakt, stawiają pytania, a także odpowiadają. Język ludzi może i jest unikalny w swojej złożoności i wszechstronności, ale języki innych zwierząt również”.     

  Eva Meijer „Języki zwierząt”, tłumaczenie Alicja Oczko, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2021,  237 stron.   

fn    


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *