Smutek chmur

„Kto w swej mądrości umie chmury zliczyć. Dzbany nieba kto przechyla?”

                                                                                             /Księga Hioba 38, 37/

1.

Przerwę śniadaniową postanowiłem tamtego dnia spędzić na trawniku przed budynkiem. Było słonecznie i ciepło, więc po zjedzeniu kanapki wyciągnąłem nogi i zapatrzyłem się w niebo. Chmury. Klasyka gatunku, jeśli chodzi o polskie niebo. Ruch chmur  wywołał z mojej pamięci wers wiersza Szymborskiej: „Z opisywaniem chmur musiałabym się bardzo spieszyć”, podsunął także wiersz Miłosza „Obłoki” , zaczynający się od przejmującego wezwania „chmury, obłoki białe i milczące/patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi”. Czas przewidziany na przerwę dawno już minął, a ja nie potrafiłem oderwać wzroku od chmur i powstrzymać naporu filologicznej pamięci, która podsuwała jeszcze tytuł wiersza Herberta „Obłoki nad Ferrarą”. W domu już sprawdziłem, że ten wiersz zaczyna się od słów „Białe/ podłużne jak greckie łodzie/ostro ścięte od spodu…” . Początek tego wiersza, porównujący chmury do greckich łodzi i fragment dramatu Arystofanesa „Chmury”, w którym  chór chmur  wyśpiewuje o sobie: „Chmury – wieczności pławaczki”, „deszczów piastunki”, te dwa poetyckie okruchy wywiedzione z pamięci pozwoliły mi zrozumieć, o czym mówiłem, kiedy przymuszony do nauki na pamięć wiersza z „Odprawy posłów greckich„ Kochanowskiego, recytowałem na lekcji języka polskiego, na ocenę słowa jednego  z najpiękniejszych w polszczyźnie wierszy, nic z niego nie pojmując, pędząc przez niego zahipnotyzowany rytmem, wybijając ten rytm tak solidnie, że do dziś w pamięci noszę pierwszy wers pieśni. Ze zdziwieniem, że dopiero teraz, ze zdziwieniem napromieniowanym wdzięcznością, uświadomiłem sobie właśnie, że mówiłem wtedy o chmurach, że „białoskrzydła morska pławaczka”, „łódź bukowa”, „wychowanica Idy wysokiej”  wypływające przy różnych okazjach z zatok mojej pamięci to chmura.

2.

W nazwach chmur dostrzegałem rodzaj dźwiękowego piękna i stało się to mniej więcej w tym samym czasie, w którym uczyłem się pieśni z dramatu Kochanowskiego. To dla przyjemności wypowiadania ich na głos uczyłem się tych nazw na pamięć, choć trzeba było ich kilka znać i tak, by otrzymać dobrą ocenę z geografii. Lubiłem je recytować na jednym oddechu, jak osobliwą litanię: cumulus congestus – chmuro kłębiasta, cumulogenitus – chmuro stropowa, stratus – chmuro warstwowa, cumulonimbus – chmuro deszczowa, cirrus – po polsku: chmurko pierzasta, i dalej, aż do upojenia poszczególne ich odmiany: altostratus, cirrostratus….Najprawdziwsza językowa przyjemność przenosząca umysł z dziedziny poezji do dziedziny nauki, a może subtelnie te dziedziny łącząca. Dziś potrafię tak na to spojrzeć, bo wtedy czarowała mnie jedynie muzyka.  

3.

Istnieje dziedzina nauki, która zajmuje się opisem powstawania, rozwoju i oddziaływania kropel wody i kryształków lodu tworzących chmury. To dział fizyki atmosfery, który nazywa się mikrofizyka chmur. „Mikrofizyka chmur” – brzmi jak tytuł powieści, która można by postawić obok „Fizyki smutku”, czy „Chemii łez”, ale sprawy, którymi zajmują się specjaliści od chmur są śmiertelnie poważne i nie ma przesady ani w słowie „poważne”, ani w słowie „śmiertelnie”.

Profesor Szymon Malinowski, zajmujący się zawodowo tą kwestią, głosem pełnym niepokoju mówi* o tym, że zaniepokojeni powinniśmy być wszyscy, że w zasadzie „można już panikować”. Powód do paniki daje obserwacja chmur nad oceanami. To, jak się okazuje wyjątkowo ważne chmury, pokrywające ¼ globu i odpowiadające za schładzanie klimatu. Podnosząca się wskutek przemysłowej działalności człowieka temperatura powoduje przerzedzanie się tych chmur, co wpływa na podnoszenie się temperatury, ta, z kolei wpływa na dalszy zanik warstwy chmur, i dalej łatwo sobie wyobrazić rozpędzającą się spiralę znikania i wzrostu. Jeżeli te chmury znikną, znajdziemy się automatycznie w cieplejszym klimacie, temperatura, jak prognozują naukowcy,  o czym profesor Malinowski ze smutkiem informuje „podskoczy globalnie o 4 stopnie C”. Konsekwencji tego nie sposób sobie nawet wyobrażać, bo kiedy 20 000 lat temu temperatura globalnie była niższa o 5 stopni C tereny, które zamieszkujemy obecnie pokrywała dwukilometrowa warstwa lodu.

Timothy Palmer, profesor fizyki klimatu na Uniwersytecie Oksfordzkim, powiedział niedawno, że „chmury zadecydują o losie ludzkości (…) Najnowsze modele sugerują, że chmury pogorszą sprawę”. Należy to rozumieć jako natychmiastowe wezwanie do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, co zresztą    profesor mówi wprost, przelicytowując nawet w prognozie wzrostu temperatury wspomnianego wyżej Szymona Malinowskiego: „ Musimy obniżyć emisje tak szybko jak to możliwe (…) Modele generują prognozy dotyczące wzrostu temperatury na poziomie 5 stopni C”.  Warto wspomnieć w tym miejscu, że dziś wszystkie rachitycznie czynione wysiłki i dokonywane na międzynarodowym poziomie uzgodnienia mówią o zagrażającym rozwojowi ludzkości poziomie wzrostu temperatury o 2 stopnie  C w stosunku do czasów ery przedprzemysłowej.

Catherine Senior, kierownik działu zmian klimatu w Met Office Hadley Center pointuje wyniki naukowych badań wskazujących na wzrost o pięć stopni krótkim zdaniem: „ Ta liczba może być niewiarygodnie niepokojąca, jeśli jest prawdziwa”.

4.

Myślę, że niepokój jest emocją właściwą nawet przy optymistycznych 2 stopniach C, że już przy rozważaniu konsekwencji dotarcia do tego progu powinniśmy zacząć się bać. Znikanie chmur nad naszymi głowami sprawi, że chmury zaczną wyparowywać też z naszej wyobraźni, a wraz z nimi wszyscy przesłaniający się nimi w trakcie niedługiej ludzkiej historii  bogowie. Genialnie, moim zdaniem ujął to amerykański pisarz Cormac Mc Carthy, który napisał: „ Tam gdzie ludzie nie mogą żyć słabo wiedzie się również bogom”.  Smutno więc zapowiadają się nasze przyszłe drogi w poszukiwaniu miejsc do życia, bo, „Pan nie pójdzie przed nami” „na okazanie drogi we dnie w słupie obłoku”, jak to w natchnionym przekładzie wersetu z trzynastego rozdziału Księgi Wyjścia napisał Jakub Wujek. Nie będzie obłoku.  

5.

Że jesteśmy w postępującej stracie dziwnie połączeni, chmury i my ludzie, dostrzegłem także, czytając wiersz mieszkającego niedaleko Wągrowca Jana Kaspra „Obłoki, obłoki”. On także pojawił się, tytułem, w mojej pamięci podczas przerwy śniadaniowej na trawie, ale nie potrafiłem przypomnieć sobie z niego nic poza tym, że był rodzajem polemiki z wierszem Herberta. Kiedy w domu nie mogłem znaleźć wiersza w żadnym z dostępnych na półce tomów, udałem się po prośbie do autora. Ostatnie linijki tego wiersza, widzę teraz jako bardzo współczesne, i w sumie to nic dziwnego, że dzisiejszym czytelnikom mogą powiedzieć więcej i jaśniej niż dwadzieścia lat temu, kiedy się zrodziły w umyśle poety: „nad/moim miasteczkiem – obłoki suną wolno/jak pobite armie. Równie znikomi/i nieodgadnieni, podążamy/ich śladem.”

W ostatniej zwrotce tego wiersza dostrzegłem wypełnienie się słów, które w ostatnich miesiącach słyszeliśmy tyle razy, że przestaliśmy na nie zwracać uwagę: „jesteśmy w tym wszyscy razem”, „jesteśmy połączeni”. Wirus zawrócił nas na krótko trwającą chwilę  do miejsca, w którym niepiśmienni nasi przodkowie oddychali prawdą, że w przyrodzie wszystko – żywe i nieożywione, ludzkie i nie-ludzkie jest ze sobą blisko i wzajemnie powiązane. Szansę jaką niosła dla nas ta chwila dostrzegło niewielu; ci, którzy w spokojnym smutku spoglądają na rozgorączkowanych świętowaniem „powrotu do normalności„ ludzi i odprowadzają wzrokiem sunące wolno obłoki. 

Feliks Niewiadomski

*„mówi”… można to usłyszeć w dostępnym bezpłatnie w Internecie filmie dokumentalnym pt. „Można panikować”


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *