“Słup ze słów czyli dokąd prowadzą imiona”

Wiersz Jacka Podsiadły, o którym chciałbym napisać kilka zdań pochodzi z tomu „Podwójne wahadło”. Czekałem na ten tom od wiosny, bo wiosną przeczytałem „Słup ze słów”. Magazyn „Książki” opublikował. W maju przeczytałem wywiad z poetą o tym wierszu i czekanie wzmogłem.

„Słup ze słów” wziął się stąd, że Jacek Podsiadło przeczytał uważnie kilka książek o Zagładzie: „Pod klątwą” Joanny Tokarskiej – Bakir, „Biografie ulic” Jacka Leociaka i „Oskarżam Auschwitz” Mikołaja Gryberga, przeczytał i „zdziwił się, że to książki aż tak niezwykłe i wybitne, a ich autorzy wychodzą obronną ręką z sytuacji bez wyjścia”.   

W „Biografiach  ulic”  fragment dotyczący listy mieszkańców getta zalegających z opłatami wzbudził w Jacku Podsiadło wewnętrzny płacz, więc tę listę, te imiona uznaję za powietrzny fundament, na którym wspiera się „Słup ze słów”. „Zwykle poruszają nas słowa, za którymi stoi dużo treści”– mówił w wywiadzie (GW, 23-24 maja 2020). A we mnie po  każdym imieniu i nazwisku, za którymi stoi wyłącznie pustka, coś się drze: tylko nie  Szmul! O Boże, dlaczego właśnie Dawid. I po każdym nazwisku mam sekundę czasu na pomyślenie o życiu tego kogoś”. 

„Słup ze słów” tworzą imiona kieleckich Żydów i wyrósł on i unosi się w powietrzu ze wspomnienia o czternastoletniej Beli Gertner z Ostrowca, która trafiła do Auschwitz. Bela pisała wiersze.

Wiersz wygląda jak słup, to znaczy przyjmuje postać graficzną słupa, choć w poetyckim tomie rozciągnięty jest z konieczności na 8 stron. Każda linijka to pięć sylab, jak w dziecięcej wyliczance, i  bieg tych linijek, jak już wspomniałem trwa osiem stron. Snuje się jak słup dymu. Jeśli przeczytacie ten wiersz na głos imiona będą mieszać się z powietrzem, rozpływać się w powietrzu, jak w powietrzu rozpłynęły się ciała do imion przypisane: Bela, Kirman, Szajewicz, Kacenelson, Suckewer, Szlengel, Lejb, Cwi i Abuś, Rubin.

Rytm, który was przybije do tego słupa narzuciła poecie kartka z pospiesznie (na chwilę przed wywózką) zapisaną informacją matki dla córki: „ bony wycięte, miód zapłacony”. To jest zwieńczenie tego „słupa ze słów”, jego kapitel, albo jak kto woli – ostatni dźwięk nim całość nie wróci tam, skąd przyszła – do powietrza.

„Zdania zamknięte,

zaszyte w tomach

jak sny w naprędce

skleconych Domach.

Wiersz, Golem z liter

Prawie skończony.

Zęby wybite.

Czaszka zmiażdżona.

Z życia są wzięte

Śmierci szwadrony.

Bony wycięte.

Miód zapłacony”      

Nie ustępował sprzed ludu słup obłoku we dnie, ani słup ognia w nocy” zapisano w Księdze Wyjścia (13, 22). Były te słupy zrobione z rzeczy wielce nietrwałych, z obłoku i z ognia. Ze słowami w wierszu jest podobnie – nietrwałe są, ale niektóre z nich mają moc przewodzenia. Tylko nielicznym wierszom taka siła jest dana. Siłą taką na pewno dysponuje „Słup ze słów” Jacka Podsiadło.

 Dokąd więc mnie prowadzi nietrwała materia „słupa słów” z „Podwójnego wahadła”??

Kielecka litania imion prowadzi mnie wpierw do skojarzenia ze zdaniem z wiersza Osipa Mandelsztama „Nam pozostaje tylko imię – /Cudowny dźwięk na długie czasy”. Po rosyjsku brzmi to cudowniej i bardziej ostatecznie, bo linijka kończy się jednosylabowym, nieodwołalnym: „cpok”. Czyli po wszystkim zostanie jeszcze imię; jak w „Biografiach ulic” Jacka Leociaka – litania imion mieszkańców getta z niezapłaconymi rachunkami za gaz, jak u Jacka Podsiało imię czternastoletniej autorki wierszy: Bela Gertner.

Dalej ten Podsiadłowski słup słów wiedzie mnie do innej słownej kolumny, także ciągnącej się przez sześć stron, imię po imieniu – do imion z „Iliady”. Tę kolumnę wzniosła Alice Oswald w książce „Monument. Wykopaliska z Iliady” ( Wydawnictwo Pogranicze). Mam przeczucie graniczące z pewnością, że słuchaczami homeryckich pieśni  wstrząsał ten sam wewnętrzny płacz na dźwięk imion poległych w bitwie ludzi; Medona, Jasosa, Echiosa, Dejocha, Klejtosa, Otosa, Dolopsa, Perifeta jaki wzbierał w piersi Jacka Podsiało na dźwięk imion: Chana, Szmul, Dawid, Lejb, Cwi i Abuś. Zresztą te imiona zaczęły żyć w pamięci Jacka Podsiadło w efekcie przeprowadzonych przez niego „wykopalisk” na terenie własnej „małej ojczyzny”: „Wiedziałem wszystko o Amerykańskich Apaczach i nic o ostrowieckich Żydach”

Alice Oswald napisała we wprowadzeniu do własnej książki, że jej przekład „Iliady” „przedstawia cały epos jako swoisty cmentarz z głosów i stanowi próbę zachowania po wojnie trojańskiej imion i żywotów”, (podkreślenie moje – fn)  i niech mnie Jacek Podsiadło przeklnie za to porównanie, jeśli jest na wyrost, ale jego „Słup ze słów” jest dla mnie dokładnie tym samym: cmentarzem imion i żywotów, na którym poeta zapala lampion wspomnienia. Te imiona już są oświetlone i ja przechodzień już ich przeoczyć nie mogę. Jacek Podsiało dokopał się pamięci zmarłych i jak zawodowy grecki poeta ( aojd)  lamentuje nad „swoimi Żydami”.  Bo „Słup ze słów” to jest taki lament, taki „wiersz-płacz”  i ja, słyszący ten lament nie mogę się już nie przejąć tym płaczem, i po każdej linijce tego lamentu, w której pojawia się imię „mam sekundę czasu na pomyślenie o życiu tego kogoś”. Przystaję i myślę: o chustce z głowy, o Bajli Gertner ( „A – 16910, zmiażdżenie czaszki…”), o „Żydóweczce lat około 16, którą jeden żołnierz z armii polskiej zaczął bić. Po zemdleniu danej Żydóweczki ludzie cywilni unieśli na rękach żołnierza, wznosząc okrzyki niech żyje”….

I prowadzi mnie ten „słup ze słów” nad nasze wągrowieckie i mieściskie wody większe i strugi niewielkie, w których leżą macewy z imionami, i do zarośniętego cmentarza ewangelickiego przy drodze do Laskownicy. To są miejsca, o których wiem, że skrywają imiona. A pod każdym z tych imion kryje się osobna historia, jakieś „Zęby wybite”, jakaś „Czaszka zmiażdżona”, bo „Z życia są wzięte/ Śmierci szwadrony” . Nie zawołam ich po  t y m  imieniu, nie wstaną w mojej pamięci, ale, mimo że bezimienni,  nie zostaną bez cichego lamentu.

Wiatr będzie zawodzić, a ja będę mu w milczeniu wtórować, z nutą wdzięczności dla Jacka Podsiadło, którego „Słup ze słów” przywiódł mnie do ziemi tego doświadczenia: „życie – gałązeczka krucha z listeczkami lat”.

Jacek Podsiadło „Słup ze słów”, w: Jacek Podsiadło „Podwójne wahadło”, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2020, str. 11-19

Książka wkrótce dostępna w naszej bibliotece.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *