15 02 1988 zmarł Richard Feynmann

Zajmowanie się fizyką teoretyczną to zajęcie wbrew pozorom  niezwykle interesujące i  może mieć rozległe i liczne konsekwencje osobowościowe. Jedna  z nich to genialna intuicja, którą pospolicie nazwać można geniuszem.

XX wiek obrodził geniuszami na polu fizyki teoretycznej – Bohr, Einstein i nasz bohater Richard Feynmann.

Dwaj pierwsi wydają się być genialnymi mędrcami pochylonymi ze wzniosłą powagą  nad budową atomu i tajemnicami czasoprzestrzeni, Feynman  przy nich – rozbawionym chłopcem, którego interesuje głównie przyjemność zabawy, cóż z tego, że często prowadzonej na tablicy wśród gąszczu równań.

Poza fizyką pasjonował się biotechnologią,  rysunkiem (zapisał się na kurs, miał wystawę),  zagadką hieroglifów Majów (którą rozwiązał), bębnami (potrafił prowadzić wykłady przygrywając sobie na nich ),  kasami  pancernymi ( które na potęgę otwierał, zwłaszcza podczas przymusowego zamknięcia podczas prac nad bombą atomową), życiem nocnych klubów ( gdzie grywał na perkusji ), półświatkiem  Las Vegas.

Miał wspaniałe poczucie humoru, które  prezentuje w dwóch autobiograficznych książkach: Pan raczy żartować, Panie Feynmann” i „A co ciebie obchodzi, co myślą inni. To tam znajdziemy opowieści o tym, jak to  brano go za dziwaka, a na komisji poborowej przyznano kategorię “U”, tj. “umysłowo upośledzony”. Opowieścią o tym do łez rozbawiał towarzystwo. 

W tej pierwszej książce czytelnik przeczyta o tym, że fizyka pasjonowała go od  najmłodszych lat. Już wtedy prowadził w domu doświadczenia i eksperymenty, szkoła nudziła go, więc czytał  podręczniki uniwersyteckie całkowania i różniczkowania.

 W tej drugiej –  o osobach, które w znacznym stopniu ukształtowały jego osobowość; ojcu i pierwszej miłości i o wyjeździe do Waszyngtonu, gdzie będzie starał się wyjaśnić przyczyny katastrofy promu kosmicznego „Challenger”.

Ogółowi uczony znany jest właśnie z odkrycia przyczyn wybuchu wahadłowca kosmicznego “Challenger”; słynny esej na ten temat przeczytać można w książce „Przyjemność poznawania”, zbiorze artykułów, esejów oraz wygłaszanych przez autora wykładów, a także wywiadów, których udzielał.  Zbiór ten stanowi także próbkę dowcipu, inteligencji i programowego braku szacunku, które cechowały genialnego fizyka.

Przewidział rozwój nanotechnologii, i podstawy tej dziedziny wiedzy wyłożył już w 1959 roku w wykładzie  pod tytułem „Na dnie jest jeszcze mnóstwo miejsca”. Twierdził w nim, że w przyszłości ludzie będą potrafili sami układać atomy w taki sposób, by otrzymywać z nich nowe cząsteczki. – Co chemik zaprojektuje, fizyk mu zbuduje – mówił. 20 lat później jego pomysł stał się rzeczywistością.

Piotr Cieśliński , popularyzator wiedzy o nauce napisał o nim ;

Zajmowanie się fizyką było naturalnym przedłużeniem dziecięcej ciekawości świata, której na szczęście nie zabiła szkoła ani studia.

Był wrogiem napuszonego pseudonaukowego bełkotu, którym okraszony jest współczesny świat i który przeciętny człowiek kojarzy z “naukowością”. Na jednej z konferencji interdyscyplinarnych (których potem unikał jak ognia) zagadnęła go stenotypistka: “Pan nie może być profesorem”. A to dlaczego? – spytał. “Bo kiedy inni mówią, piszę wszystko słowo w słowo, ale nic nie rozumiem. Ale kiedy pan wstaje, żeby zadać pytanie lub coś powiedzieć, dokładnie wiem, o co panu chodzi“.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *