17 05 1944 dokonano ostatecznego natarcia na Monte Cassino

Monte Cassino to jedna z tych nazw, które w polskiej duszy wywołują silniejsze poruszenie. Również przez utwór wszystkim chyba świetnie znany: Czerwone maki na Monte Cassino. Utwór napisano w 1944  i gatunkowo jest tangiem! Tak, nie spodziewaliśmy się tego, ale tak właśnie jest, to jest, proszę państwa, tango. Jedyne tango, które się nie tańczy (tak zapisano w nutach: „tego się nie tańczy”), a z szacunku dla utworu, podczas wykonywania go w czasach powojennych – stało się na baczność. Słowa napisał Feliks Konarski, a wykonywał w 1945 w Rzymie Adam Aston ( jeden z najsłynniejszych piosenkarzy przedwojennej Warszawy, który brał czynny udział w bitwie.

Ciekawą sprawą jest również fakt, że prawa do piosenki do 2015r. posiadali Bawarczycy!  Opłaty za wykonywanie utworu trafiały do Niemiec, a to dlatego, że kompozytor „Czerwonych maków…”, Schütz był obywatelem Niemiec, Bawarczykiem, i że po śmierci nie natrafiono na zapisy w testamencie informujące o prawach do utworu.  Tantiemy z tytułu wykonywania utworu trafiały zatem do bawarskiego rządu, a dziś, czyli od 2015r. do Biblioteki Polskiej Piosenki.

Melodia powstała na kilka chwil przed bitwą (w nocy z 17 na 18 maja 1944 r.), podobnie jak tekst. Po raz pierwszy pieśń wykonał Gwidon Borucki, któremu akompaniował Zespół Czołówki Rewiowej “Ref-Rena”, dla żołnierzy 12. Pułku Ułanów Podolskich, zdobywców Monte Cassino. 

Bitwa, którą stoczyli żołnierze polscy  o to wzgórze to jedna z  najjaśniejszych kart w dziejach polskiego oręża.

Historycy po dziś dzień komentują tę kartę, dopisują kolejne rozdziały, tłumaczą skomplikowaną sytuację wojenną i szczegółowo  – natarcie po natarciu, prowadzą nas do otwarcia wojskom alianckim drogi na Rzym.

Suchy kronikarski zapis i najgłośniejsze poruszenie serca nijak jednak się mają do grozy, która musiała towarzyszyć walczącym tam żołnierzom.

Po serii filmów oddających bardzo realistycznie  koszmar wojennych batalii ( zwłaszcza po znakomitym, reportażowym nieomal początku Szeregowca Ryana Spielberga ), nasze spojrzenie na tę batalię powinno wyglądać nieco inaczej.

Słowa znanej piosenki Czerwone maki na Monte Cassino powinny zabrzmieć dla nas mocniej – bo podejście pod ta górę to była rzeź i maki kwitnące wtedy w maju, które piją „polską” ( choć przecież nie tylko polską) krew to nie jest poetycka przenośnia, a najprawdziwszy konkret.

Przed Polakami wspinali się tam Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy, Nowozelandczycy, Hindusi nawet.

I tu na chwilę znów możemy się zatrzymać, bo okazuje się, że Nowozelandczycy mają własną piosenkę o Czerwonych makach! Ich własne muzyczne czerwone maki na Monte Cassino!!

17 maja dokonano ostatecznego natarcia. Udział w nim mieli również, to lokalna ciekawostka, żołnierze poznańskich szwadronów szturmowych.

II Korpus pod dowództwem generała Andersa stracił w bitwie blisko 1000 żołnierzy.

Wolność krzyżami się mierzy”, mówią słowa piosenki,  i  znów mówią prawdziwie, bo ci, którzy na wzgórzu pozostali śpią pod kamiennymi krzyżami, ci, którym udało się wrócić, odznaczeni zostali najwyższym odznaczeniem bojowym – Krzyżem Virtuti Militari.

Ale dla wielu z walczących istniał jeszcze jeden krzyż – jak pisze w przedmowie do Dziennika  pisanego nocą Gustawa Herlinga-Grudzińskiego Krzysztof Pomian, wielu zwycięstwo pod Monte Cassino „witało z poczuciem klęski; wywłaszczenia z ojczyzny. W Rzymie w 1945r. pito na umór, bo nie było kraju, do którego by można było wrócić. Ani przyszłości”. 

Wracając z wakacyjnego objazdu po Włoszech, warto zatrzymać się chwilkę na Monte Cassino  i sprawdzić,  jak to jest z tymi makami. Nie są chyba czerwieńsze, jak mówią słowa piosenki, od naszych polskich maków, ale „ślady dawnych dni” wciąż jeszcze tam są, choćby w postaci krzyży.

Z reguły jest tam cicho, wystarczy więc przymknąć oczy i pozwolić pracować wyobraźni, chwilą wzruszenia składając spoczywającym tam ludziom podziękowanie i hołd.

fn  


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *