13 09 1592 zmarł Michel de Montaigne

Mówimy dzisiaj: „esej”  i rzadko wiemy, że nazwę swą ten pojemny gatunek literacki zawdzięcza  Michałowi z Montaigne,  jego „Próbom” czyli po francusku „Essais”.

Do dziś zachowała się wieża, ( niedaleko Bordeaux), w której „Essais” powstały.  Wieża, która sama jest poniekąd „esejem”, bo w sali, w której Montaigne pracował, wzdłuż każdej z belek widnieją świetnie zachowane wypisy: Montaigne wypisywał na belki cytaty z klasyków.

Jeden z napisów poświęcił Montaigne sobie: „ Roku Zbawiciela 1571, w wieku lat 38, w przeddzień kalend marcowych w rocznicę swoich urodzin, Michał de Montaigne, dawno już sobie uprzykrzywszy niewolę dworu, parlamentu i urzędów publicznych … wycofał się w to ustronie; spędzi w nim resztę dni, które mu pozostały do życia (…) poświęcając je swojej wolności

Literaturoznawcy, chyba daremnie, próbują ustalić czym jest esej. Mnożą się definicje, objaśnienia, ale fenomen eseistycznej wypowiedzi pozostaje nie ujęty w schemat, nie schwytany w sieć, i na szczęście nie zamknięty w złotą klatkę zgrabnego encyklopedycznego zdania. Bo jak tu ukuć definicję dla tak różnorodnych i indywidualnych zjawisk jak eseistyka Zygmunta Kubiaka, Stanisława Vincenza, Jerzego Stempowskiego, Jana Kotta, Krzysztofa Rutkowskiego, Tadeusza Komendanta,  Ryszarda Przybylskiego, Jana Parandowskiego, (a wymieniliśmy tylko kilku z bardziej znanych polskich eseistów, a wszyscy oni  są uczniami w szkole  Montaigne’a)?.

Czym jest więc to, co stworzył Montaigne? Jakiego rodzaju próbą? 

On sam mówi o swoim zamierzeniu w eseju „O żalu”: „Drudzy tworzą człowieka; ja go opisuję i przedstawiam tu jeden poszczególny okaz, bardzo licho obdarzony”.

Byłaby więc to próba spojrzenia na siebie samego, ale próba stworzenia nie portretu, a nieustająca próba odnotowywania  dziania się, zmieniania; „ Nie maluję istoty, maluję jej przejście” .

Próba umiejscowienia się z własną zmieniająca się myślą, z  własnym zmieniającym się życiem, w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości. 

I dodaje Montaigne coś, co można uznać z braku lepszego słowa za definicję eseju, ale co jest raczej opowieścią o metodzie:

Gdyby moja dusza mogła osiedzieć się w miejscu, nie  p r ó b o w a ł b y m   s i ę, ale bym się określił; ale jest ona w ciągłej nauce i próbie”.    

To nie jest więc sztuka pisania, a sztuka życia, projekt na życie, zadanie praktyczne – uczyć się i zdawać relację z tej nauki, najprawdziwszy egzystencjalny eksperyment – patrzeć, ile jestem w stanie przeżyć, jaki ciężar udźwignąć, o jakich granicach dowiedzieć się, jak daleko posunąć się w badaniu gruntu własnego sumienia.

Bo rzecz w tym „zapisywaniu” idzie o wysoką stawkę sumienia:

My zwłaszcza, skromni ludzie, którzy pędzimy życie domowe wiadome jedynie nam samym, winniśmy mieć ustalona modłę wewnątrz nas, którą byśmy mogli mierzyć nasze uczynki; i wedle niej, to pochwalać się, to karcić”.

Być może wypisy z klasyków na belkach wieży, były wskazówkami pozwalającymi Montaigne’owi tę „modłę”, miarę wewnątrz siebie ustalić, czymś na kształt wypisów z twórczości stoików, które czynił Marek Aureliusz, a które przeszły do historii pod nietrafnym tytułem Rozmyślania”, bo powinny nazywać się: „Do siebie  samego”.

Efekt prób, eksperymentów, „essais” – zawsze niewiadomy, nigdy nie wiadomo przecież dokąd droga zaprowadzi. Czasem, jako produkt uboczny eksperymentowania, próbowania, uczenia się, może pojawić „cnota”, ale Montaigne przestrzega ( siebie samego ), że „cnota nie idzie w parze z łatwością, żąda stromej i kamienistej ścieżki, albo trudności zewnętrznych wymagających walki”.

Warto więc próbować? Jaki sens, czasem samotnie, na uboczu głównego nurtu życia?

Montaigne mówi; warto. Naprawdę warto: „ Zdobyć fortecę, spełnić poselstwo, władać ludem to są czyny błyszczące i jasne. Łajać, śmiać się, sprzedawać, płacić, kochać, obcować ze swymi i z samym sobą uprzejmie i sprawiedliwie, nie opuszczać się, nie zaprzeć samego siebie – to rzecz rzadsza, trudniejsza, a mniej ściągająca uwagę. Dlatego co bądź by ktoś o tym mówił, życie ustronne dźwiga obowiązki tyleż albo bardziej ciężkie i mozolne jak każde inne życie”

I nie co innego, jak problem wartości próbowania zaprząta… tak, tak, właśnie księcia Hamleta. Słuchając, czytając jego słynne ‘być albo nie być’, wiemy, że te słowa podpowiada mu Montaigne ( tak jak wcześniej – tematy do rozmyślań podpowiadali autorowi „Prób” starożytni ). Stanisław Wyspiański w notatkach do „Hamleta” wypowiedział to tak:

Z jaką to książką Hamlet chodzi i jaką to książkę czytuje? Czy jedną? (…)Hamlet czyta Montaigne’a.  Szekspir bowiem pod ten czas (1603) czytuje Montaigne’a i na marginesie robi notatki. Hamlet czyta Montaigne’a i na marginesie robi notatki.”

Aktualny i żywy problem próby, eseju. Temat na świetną  prezentację maturalną: “Nieprzemijająca aktualność Montaigne’a, czyli Hamlet czyta Montaigne’a i na marginesie robi notatki”.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *