31 05 1957 zmarł Leopold Staff

Tadeusz Różewicz napisał o Staffie: “Stary Poeta świat przyjmował, nie odrzucał, nie szamotał się. Nie rozbijał świata. Łączył, wiązał, nasycał harmonią, której ten świat w sobie nie miał”. Twierdzenie to można z pewnością odnieść do wczesnej twórczości poety, do tych wierszy gdzie przekonanie o ładzie i harmonii świata jest tak silne, że potrzebuje klasycznej, rymowanej, poddanej dyktatowi muzyki zwrotki.

Nazywano go klasykiem – jeszcze dziś mówi się w podręcznikach o klasycyzmie Staffa i dowodów na obecność  klasycyzmu poszukuje w sonecie „Wysokie drzewa”. Ale klasycyzm, który z uporem narzuca się Staffowi, ma estetyczny rodowód i w wyobraźni  większości czytelników funkcjonuje jako znak wywoławczy ładnego, spokojnego pisania.

Jeśli chcemy Staffa widzieć koniecznie jako klasyka, patrzmy na niego  w sposób, w jaki uczył pojmować klasycyzm Henryk Elzenberg: „ klasyk jest to człowiek, który definitywnie ustalił swój stosunek do świata, tym stosunkiem żyje i jemu daje wyraz, „inności” nie szuka . (…) Klasyk bogaci się tylko i wyłącznie przez pogłębienie; on wierzy w wagę, w istotność tego co jest; jego pragnieniem nie jest wyrwać się naprzód, wciąż naprzód, tylko przebić się z obwodu do środka”.

Staff miał mistrza takiego patrzenia na życie, był nim Nietzsche, którego przekład pism na polski zawdzięczamy właśnie Staremu Poecie. I znów w podręcznikach cały nietzscheanizm Staffa sprowadza się do wiersza „Kowal”, do banalnego stwierdzenia, że trzeba wykuwać swój los. Jakież niegodne Staffa uproszczenie! Kiedy ten pisze: „wykuć muszę serce hartowne, mężne, serce dumne, silne” powinniśmy rozumieć te słowa, tak jak tłumaczy je w książce o Nietzschem Krzysztof Michalski: „ moja tożsamość – sens tego małego słówka: ja – nie jest czymś danym, gotowym, tym samym w każdym kroku mojego życia. Nie, w każdym kroku – w wymagającej odwagi konfrontacji z nieznanym, w bólu rozstania z tym, co dotąd drogie – ów sens tworzy się na nowo (…) moja tożsamość musi więc zawierać w sobie gotowość do porzucenia wszystkiego, co myślę i co czuję: „wspięcia się nad własną głowę i ponad własne serce, ponad samego siebie”.

To jest Staff – klasyk, jakże inny od znanego nam dobrze autora łatwych, śpiewnych wierszy o deszczach jesiennych i kowalach!

Jeden wiersz, z ostatniego już okresu twórczości poety, z ostatniego tomu, warto przechowywać w pamięci i często do niego wracać: „Odys”. Co w nim niezwykłego? W tym wierszu nawet koniec drogi nie jest jeszcze końcem, „wspinanie się”, które pamiętamy z pism Nietzschego, znajdziemy nawet tu. I to jest bardzo klasyczne, zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają jak Odysa widział  Dante w „Boskiej Komedii”:

Niech cię nie niepokoją

Cierpienia twe i błędy.

Wszędy są drogi proste

Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,

By naprzód wciąż iść śmiało,

Bo zawsze się dochodzi

Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:

Tu leży taki i taki.

Każdy z nas jest Odysem,

Co wraca do swej Itaki.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *