04 IX 1809 urodził się Juliusz Słowacki

Jeden z romantycznych wieszczy, piewca natchnienia, a przecież odebrał klasyczne –  z ducha oświecenia –  wykształcenie w najsławniejszym liceum ówczesnej Rzeczpospolitej. Trzeba nawet stwierdzić, że gdyby nie to wykształcenie cały romantyzm Słowackiego byłby niewiele wart, siła wyobraźni nie wsparta ugruntowaną wiedzą zamieniałaby się w gejzery obrazów – barwne być może – ale pozbawione znaczenia. A w tej znakomitej ,intelektualnej, poezji batalia toczyła się o nic innego jak o znaczenie właśnie, o sens.

To piszemy ku przestrodze wszystkich domorosłych poetów, którzy za cały powód do dumy przedkładają umiejętność zestawienia ze sobą dwóch słów, z których jedno jest wulgarne, a drugie – nie inaczej – sentymentalne, a oba spięte klamrą „wyobraźni”, „kreacji”, „natchnienia”.

Warto pamiętać o tym, że Słowacki zmuszony był o swoje miejsce w literaturze „powalczyć”. Pisał przecież w chwili, gdy wielki cień, i na emigracyjną literaturę, i na działalność emigracyjną w ogóle, rzucała postać i działalność  Mickiewicza.

Żeby być słyszanym, poeta, jak w starych mitach opowiadających o następstwach  królów ( patrz „Złota gałąźFrazera), musiał starego króla zdetronizować, „zabić”,  i autor Balladyny zrobił to – w Beniowskim:

Choć mi się oprzesz dzisiaj  – przyszłość moja!

I moje będzie za grobem zwycięstwo! …

Legnie przed tobą twych poetów Troja,

Twe hektorowe jej nie zbawi męstwo.

Bóg mi obronę przyszłości poruczył:

Zabiję – trupa twego będę włóczył! –

A sąd zostawię wiekom. – Bądź zdrów, wieszczu!

Tobą się kończy ta pieśń, dawny boże.

Obmyłem twój laur w słów ognistych deszczu

I pokazałem, że na twojej korze

Pęknięcie serca znać – a w liści dreszczu

Widać, że ci coś próchno duszy porze”…   

Twórczość Słowackiego rozpięta  jest pomiędzy biegunami zabawy i powagi, gry i grozy. Zaczyna się od zabawy w Szekspira, od swobodnej gry fantazji, w Balladynie”, Lilli Wenedzie”, od ferii fantastycznego świata wróżek, czarodziejek, duszków rodem ze „Snu nocy letniej”, ale kończy się grozą krwawych obrazów pochodu ludzkiego ducha przez dzieje w mistycznej epopei „Król Duch”. Kończy się zapierająca dech w piersiach syntezą historii ludzkości, syntezą, u podstaw której leży wschodnia idea wędrówki dusz i właściwe wschodnim systemom filozoficznym przekonanie o jedności świata.

Badacze tej twórczości do dziś rozplątują supeł mistycznej twórczości Słowackiego i trudno im odpowiedzieć wciąż na pytanie co znaczą słowa poety „ja duch”, „ja świat”. Może to obudzona w ławie krzemienieckiego liceum wyobraźnia zawiodła Słowackiego do miejsca, w którym poeta utożsamia się ze światem („ja świat”), a nawet przekracza tę granicę, by utożsamić się… no właśnie, z czym? („ja duch”).

Spotkanie z twórczością Słowackiego może stać się i dziś fascynującą intelektualną przygodą, wyzwaniem, wędrówką. Jak w każdej wędrówce nie zawadzi jednak ostrożność, kiedy odkryjemy, że uczuciami, które towarzyszą nam przy słuchaniu lub czytaniu „Balladyny” są zauroczenie, zachwyt. Zwłaszcza, jeśli do tej pory występowało się w partii Mickiewicza….

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *