05 V 1846 urodził się Henryk Sienkiewicz

Książki  Sienkiewicza, choć za chwilę będą miały po sto lat, czytane są, kupowane i kochane tak, jakby miłość do nich wybuchła nie z pierwszym tomem „Ogniem i mieczem”, kiedy to czytelnicy w listach pytali o dalsze losy bohaterów powieści, inni czytelnicy nie zgadzali się na wzniesienie budowli w miejscu, w którym, jak byli przekonani złożone były szczątki Longina Podbipięty, ale przed chwilą i spowodowała ją kampania medialna o wyjątkowej sile rażenia. A przecież „Potopu” i „Quo Vadis” nie czyta się tylko dlatego, że ich autor otrzymał literacką Nagrodę Nobla, lektura tych książek odpowiadać więc musi tej części polskiej duszy, w której żyją ( jeszcze wciąż ) uczucia społeczne, patriotyczne.

Nauczyciel i mistrz polskości –  tak widziano jego postać przez lata, choć nie wszyscy aplauz dla mistrza gotowi byli bezkrytycznie wzniecać. Gombrowicz np. zaproponował, by spojrzeć na Sienkiewicza nie jak na narodowy panteon, ale jak na zwierciadło naszych tajonych myśli, pragnień, obrazów:

 „Jeśli przestaniemy w nim (Sienkiewiczu ) widzieć nauczyciela i mistrza, jeśli zrozumiemy, że jest to poufny nasz marzyciel, wstydliwy opowiadacz snów, to książki jego urosną na miarę sztuki o charakterze spontanicznym, której analiza wprowadzi nas w mroki naszej osobowości. Gdybyśmy pisarstwo Sienkiewicza potraktowali w ten sposób, jako wyładowanie instynktów, pragnień, tajnych aspiracji, ujrzelibyśmy w nim prawdy o sobie, od których (…) włosy stanęły by nam dęba.”

Gombrowicz nie przesadza – wiele z sienkiewiczowskich scen bitewnych, obrazów z życia żołnierskiego, krwawych porachunków niczym nie ustępuje gwałtownością i okrucieństwem współczesnym produkcjom filmowym, a na podstawie wątków Trylogii śmiało można napisać scenariusz jakiejś gry komputerowej, na okładce której znaleźć może się informacja o jej dostępności powyżej 18. roku życia.

Tyle o wyobraźni pisarza, która jednych porywa, a u innych budzi grozę.

Wspomnieć trzeba jednak o innym mistrzostwie jeszcze – o mistrzostwie słowa. Tu Sienkiewicz oporów nie budzi, lektura jego książek to kąpiel w czystym morzu polszczyzny, to skarbnica słów, kopalnia drogocennych wyrazów. Stanisław Lem, słynący z niesłychanej inwencji językowej, obdarzony przysłowiową wynalazczością lingwistyczną wielokrotnie składał hołd Sienkiewiczowi. Wielokrotnie powtarzał, że jego ulubioną lekturą, książką, do której wraca zawsze jest Trylogia. I wystarczy zajrzeć do „Bajek robotów”, by przekonać się, że tak jest w istocie.

Jednak mistrz, więc w uznaniu dla tego mistrzostwa, choć możemy nie pamiętać daty przyznania pisarzowi Nagrody Nobla, sięgamy po Trylogię, otwieramy książkę na ulubionym fragmencie i czytamy:

 „Dlaboga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przypomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz? Wezbrały rycerskie piersi i płacz powszechny zerwał się w kościele, i zrywał się jeszcze kilkakrotnie, gdy ksiądz cnotę, miłość ojczyzny i męstwo zmarłego wysławiał, a i kaznodzieję porwały własne słowa…”  

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *