9 V 1935 urodziła się Halina Poświatowska

Gdyby chcieć szukać pięknych słów podsumowujących jej życie, można by posłużyć się  słowami Faulknera: „Miłość i cierpienie to jedno i to samo, a wartość miłości mierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić, i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio, musi znaczyć, że człowiek oszukuje sam siebie.”

Dla Poświatowskiej tanio nie wchodziło w rachubę, płaciła najwyższą cenę za miłość – cenę życia. Widziała, że każdy gwałtowny skok serca spowodowany uniesieniem, entuzjazmem przybliża ją, nieuleczalnie chorą do śmierci, ale ani nie umiała inaczej, ani inaczej nie chciała. Kochała. Miłość, którą zapisała w wierszach, nie była tylko miłością do mężczyzn,  jak chce się płytko czasem jej poezję czytać, to była miłość do życia w ogóle.

Pisała na okładce jednego z tomów właśnie kocham i ten czas teraźniejszy jest tu najważniejszy. „Właśnie”, czyli teraz, w tym momencie, w tym kruchym, krótkim życiu, ciągle, stale, bo kochanie to treść mojego życia.

W poezji tej ożywają stare, wytarte symbole miłości; płomień, ogień, utożsamienie miłości ze śmiercią (komu nie przypomina się ten czwór wiersz Lechonia: Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną?/Powiem ci: śmierć i miłość, obydwie zarówno/. Jednej się oczu czarnych, drugiej, modrych boję, /Te dwie są moje miłości, te dwie śmierci są moje/.), obrazy żywiołów; patrzymy na nie, jakby nie miały za sobą dziesiątek przebrań charakterystycznych dla każdej epoki, w której z nich korzystano, jakby narodziły się dopiero w tych wierszach.

Petrarka ze swoimi sonetami do Laury przy tych wierszach wydaje się jałowy i sztuczny; spokój marmuru przy rzece ognia.

Życie i miłość to ogień. Kto kocha życie, musi ten płomień podsycać, kto chce życia unikać powinien, jak radzą mistyczne szkoły wschodnie, knot przyciąć. Wiedział o tym Budda i jego słowa o pożarze świata dotarły do nas w tzw. „Kazaniu o ogniu”: „Wszystka rzecz, kapłani, ogniem się pali.”

Poświatowska ogień życia kochała i jej poezja, posługując się kolejnym porównaniem, jest wielką partyturą ku czci tego ognia napisaną.

A patronat tej poezji? Heraklit – jeden z czcicieli rzeczy pierwszych, podstawowych, piewca ognia. I jeśli zmuszeni bylibyśmy wskazać wiersz, który jak w soczewce skupia rozgorączkowaną poetycką myśl poetki, wskazalibyśmy na wiersz o Heraklicie:

Heraklicie – przyjacielu, nauczyłeś mnie kochać ogień i

            umierać w każdej chwili.

            Odkąd ujrzałam twoje pisma — a trawił je ogień, ten sam,

            który otwiera wnętrza zalakowanych kopert i pochłania miasta,

            wiedziałam, ze jesteś jedynym prorokiem.  Zwiastowałeś mi

            ogień, jak w innej mitologii anioł zwiastuje Marii ból.  Prze-

            poiła moje ciało wiara świetlista i oto służebnicą twoją

            jestem, moim ciałem i moją myślą karmiąc istnienie twoje.

            Spalam się, Heraklicie, dzień po dniu i myśl po myśli.

            Płonę.”

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *