6 III 1927 urodził się Gabriel Garcia Marquez

Był dziennikarzem, został pisarzem. Prawdopodobnie umiejętność opowiadania historii zawdzięcza babce, bo to ona, jak twierdzi przebudziła w nim literacki geniusz.

Geniusz ten rzadko pisarza opuszcza  i wytrawne oko i ucho czytelnika rozpozna go w każdej produkcji mistrza po obłędnym rytmie prozy, który niesie w sobie jakąś część narkotycznego rytmu języka hiszpańskiego, a Marquez, Kolumbijczyk, w tym języku  powołał do życia Macondo ze „Stu lat samotności” czy miasto na Karaibach, w którym rozgrywa się jedno z najdłużej trwających w literaturze oblężeń kobiecego serca opisane w „Miłości w czasach zarazy.”

„Sto lat samotności” okrzyknięto z miejsca  największym wydarzeniem w literaturze hiszpańskojęzycznej od czasów „Don Kichota”  i w okrzyku tym nie było ani krzty przesady – Ameryce Łacińskiej książka ta podarowała mitologię,  której ta do tej pory nie miała, a wraz z mitologią podarowała coś jeszcze – mianowicie światowy boom  na literaturę iberoamerykańską. „Realizm magiczny” stał się kanonem, przedmiotem uwielbień, naśladowniczych praktyk, zachwytów, przemnogich wcieleń, a przecież Marquezowi, który pisał o Macondo, w którym deszcz pada bez przerwy przez pięć lat, czas nie płynie lecz krąży w koło, przeszłość miesza się z teraźniejszością, ryby pływają w powietrzu, ludzie jedzą ziemię, a księża lewitują chodziło tylko o „wyciagnięcie konsekwencji z rewolucji, którą zgotował literaturze Kafka.”

Ameryka Łacińska to nieustanny przedmiot rozmyślań pisarza. Poświęcił jej Jesień Patriarchy”, „Kronikę zapowiedzianej śmierci”, „Generała w labiryncie – trudno się dziwić więc, że w tej części globu Gabo ( jak się pieszczotliwie określa pisarza ) traktuje się jak autorytet moralny i akceptuje wszystkie jego słowa i zachowania z przyjaźnią z dyktatorami Chavezem i Castro włącznie.

Jako stary pisarz uchyla furtkę do ogrodu pamięci i wyprowadza stamtąd  uroczą „Rzecz o mych  smutnych dziwkach” i zdumiewającą  czystością i pogodą „ Miłość w czasach zarazy”. W tej ostatniej książce płomień geniuszu, który w poprzedzających ją  powieściach jakby nieco przygasł  znów pali się wysokim płomieniem; książkę można czytać tak, jak się żyje w Macondo – bez czasu,  krążąc w koło, czyli kończąc i zaczynając od razu od początku, albo wybierając co smakowitsze kawałki i delektując się nimi;

Przypomniała mu, że słabeusze nigdy nie wejdą do królestwa miłości, bo jest to królestwo bezlitosne i okrutne, i że kobiety oddają się wyłącznie mężczyznom o zdecydowanym charakterze, bo tylko tacy dają im poczucie bezpieczeństwa, tak im potrzebne do stawienia czoła przeciwnościom życia.”

Mitologiczny Orfeusz rytmem swojej  sztuki potrafił okiełznać dzikie bestie, z Marquezem mit się chyba powtarza, kiedy to  rytm i mądrość jego prozy zjednują mu twarde serce barona kolumbijskiego kartelu narkotykowego, Pablo Escobara, który prosi pisarza o mediacje z władzami Kolumbii!  

Ale wszystko to, to są tylko anegdoty oddalające od jego prozy. Najlepiej wziąć książkę do ręki i zacząć czytać ;

„Świat był jeszcze tak młody , że wiele rzeczy nie miało nazwy i mówiąc o nich, trzeba było wskazywać palcem…”. No więc my wskazujemy dziś palcem na Marqueza – bierzcie i czytajcie!!!

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *