30 VI 1911 urodził się Czesław Miłosz

Jeśli jednym zdaniem próbować określić rodowód literacki i światopoglądowy  Czesława Miłosza, to  mogłoby  być to zdanie z jednego z sonetów Mickiewicza: „Mirzo, a ja spojrzałem !”.

To spojrzenie w przepaść, rzut oka na to, jak się ma  sprawa z życiem ukrytym za barwną  zasłoną  codziennych obowiązków i przyjemności naznaczyło poetę na zawsze. Wszedł do literatury tomem Trzy zimy” , w którym z właściwą młodzieńczemu wiekowi energią, w serii apokaliptycznych obrazów przedstawił rozpad znanego sobie świata, zagrożenie tego świata przez dające się już słyszeć pomruki wojennej apokalipsy, ale także przez apokalipsę dziejącą się nieustannie, już tu, już teraz („Roki”). Do doświadczenia, którego nie da się wyrazić słowem, próbował dotrzeć poprzez gąszcz obrazów i apokaliptyczna metaforę.

Ale najbliżej tego doświadczenia jest naszym zdaniem w prostej  linijce wiersza „Obłoki“, wtedy, kiedy pisze:

Obłoki , straszne moje obłoki ,/ jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi ….”

Późniejsza twórczość Miłosza to jakby próba rozjaśnienia tego odczucia, wprowadzenia światła do ciemnego boru życia, rozpięcia tęczy nadziei nad utrudzoną wojną ziemią i nad zmęczonymi cierpieniem ludzkimi sercami; powstają „Świat. Poema naiwne” , opiewające prostą urodą świata i podstawowe wartości ( „Wiara”, „Nadzieja”, „Miłość”) , i wiersz „W Weronie”, który z rumowiska życia próbuje ocalić choć jedno – trud:

Synu mój, wierzaj mi

Nie zostanie nic,

Tylko trud męskiego wieku,

Bruzda losu na dłoni,

Tylko trud,

Nic więcej”.

Z każdym kolejnym tomem tego „światła dziennego „ jest więcej, około 1951 roku zamienia się już w „miękki blask dnia „ z wiersza „Mittelbergheim”  spływający  łagodnie na cały krąg ziemi i prace na nim człowieka ; „mam iść górami w miękkim blasku dnia  nad wody, miasta , drogi , obyczaje”, „ tu i wszędzie jest moja ziemia, gdziekolwiek się zwrócę i w jakimkolwiek usłyszę języku piosenkę dziecka , rozmowę kochanków…”  .

Dalsze tomy to już śpiew na chwałę istnienia, zapisy ekstatycznego odczuwania życia, hymn ku czci pamięci ( „Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada“) i poszukiwanie takiego języka , który ciężar tej ekstazy, olśnienia urodą i potęgą życia ( „epifanii”) udźwignie.

Miłosz sięga wtedy po Biblię, „szuka – jak sam mówi –  w języku biblijnym miary i wzoru dla poezji”,  szuka tego, co w języku polskim jest najbardziej potrzebne – „słowa wyzwalającego,  które samym swoim istnieniem chroni od frazesów, sloganów i dwu-mowy”.

Sięga do poezji światowej i w książce „Wypisy z ksiąg użytecznych” daje przekłady wierszy – olśnień, wierszy- zachwytów, wierszy- epifanii, wierszy, które napisano na chwałę życia i w próbie ocalenia najrozmaitszego ludzkiego doświadczenia.

Sięga wreszcie po rzadkie w poezji wykrzykniki, bo one najlepiej oddają zdumienie i  zachwyt życiem, pięknem, światłem i pisze cały cykl wierszy będących litaniami zachwytu i zaczynających się od samogłoski wyrażającej uniesienie:  „O!”

I na koniec tej poetyckiej drogi następuje eksplozja światła – „światło dzienne”, „miękki blask dnia” zamieniają się w  „światłość promienistą”:

Światłości promieniste/niebiańskie moce czyste…”.

Ale tu czeka nas niespodzianka, zaskoczenie, zdziwienie …. bo ten sam tom ( To”) , w tytułowym wierszu przynosi też wyznanie poety,  że „ jego ekstatyczne pochwały istnienia mogły być tylko ćwiczeniami wysokiego stylu, a pod spodem było To, czego nie podejmuję się nazwać” ! To samo To , które osaczał skłębionymi obrazami i apokaliptyczną metaforą na początku poetyckiej drogi, to samo To , które słychać w wyznaniu bohatera wiersza Mickiewicza ( „Mirzo, a ja spojrzałem!”), to samo To, które inni podejmują się nazywać „kondycją ludzkiego życia”, To, które w jego wierszu oznacza „ natknięcie się na kamienny mur i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom „.

Czesław Miłosz: poezja – plaster na ranę świata utkany ze światła.

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *