23 XII 1896 urodził się Giuseppe Tomasi di Lampedusa

Jako pisarz znany jest dziś dzięki jedynej swojej powieści. W dobie tak zwanej „śmierci powieści”, Lampedusa napisał powieść tradycyjną, z ducha dziewiętnastowieczną, powieść, którą od razu uznano za jedną z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszą powieść włoską XX wieku – „Il Gattopardo” W polszczyźnie otrzymaliśmy dwa przekłady tego powieściowego arcydzieła. Jedno z nich  w tłumaczeniu Zofii Ernstowej „Lampart”, drugie, sprzed kilku lat w przekładzie Stanisława Kasprzysiaka w tytule bliższym oryginałowi: „Gepard”.

         Lampedusa napisał „Lamparta/Geparda” bardzo szybko. Pisał ją przy kawiarnianym stoliku prawie „na czysto” przez niecały rok, ale „nosił ją w głowie” przez blisko  20 lat. Można powiedzieć, że powieść była już ukończona nim autor zasiadł do jej napisania.

         Chcielibyśmy zwrócić uwagę na jeden tylko aspekt tej pięknej książki.

         Lampart/Gepard jest opowieścią o końcu starego sycylijskiego rodu Salina, którego ostatnie ogniwo stanowi  książę Fabrizio Salina, ale jest też niezwykłą opowieścią o życiu jako śnie.

Sen jest metaforą, którą posługuje się książę Salina w rozmowie z przedstawicielem nowej władzy, nowego porządku, porządku, w  którym niewiele miejsca pozostawi się nie tylko  ludziom takim jak książę, ale i wartościom przez nich reprezentowanym:

„  Wszystkie przejawy sycylijskiego życia mają w sobie coś ze snu, nawet te najbardziej gwałtowne; nasza zmysłowość jest  pragnieniem zapomnienia, nasze strzelaniny i pchnięcia nożem są pragnieniem śmierci, pragnieniem zmysłowego letargu, a więc znowu śmierci jest nasze lenistwo, nasze napoje ze skorzonery i cynamonu. Nasze zadumanie jest kontemplacją nicości, która chciałaby przeniknąć tajemnice nirwany” .

  Przedstawiciel nowej rzeczywistości, roztaczając przed księciem wizję młodej Sycylii i nowoczesnego świata także śni, ale jego sen jest snem siły, takim samym, jak ten, który najtrafniej opisał T.E. Lawrence w Siedmiu filarach mądrości”:

 „Ci, co śnią nocą, budzą się rano, by odkryć próżność swoich snów. Ale ci, co śnią w dzień, są ludźmi niebezpiecznymi, gotowymi do odgrywania na jawie swego snu, aż stanie się możliwością”.

  Książę Salina nie ma złudzeń, co do długości i jakości tego snu: „ To wszystko nie powinno trwać, a jednak trwać będzie zawsze: oczywiście, w ludzkim pojęciu „zawsze” – wiek, dwa, a potem będzie inaczej, ale gorzej. My byliśmy Lampartami i Lwami, zastąpią nas szakale i hieny”. 

Jest w tych słowach i brak złudzeń, i gorycz, i intuicja przyszłości, i świadomość tego, że teatr historii jest teatrem przemijania, dziedziną snu.

Najbrutalniejszym  tego przejawem jest ostatni akapit powieści – sprzątanie posiadłości księcia, usuwanie resztek tego, co stanowiło o świetności rodu. Opis wyrzucanych przez okno  szczątków wypchanego, ulubionego psa księcia (które w locie przybierają na chwilę kształt               „ tańczącego w powietrzu lamparta o długich wąsach, z uniesioną przednią łapą, która zdawała się wygrażać”, a więc herbu rodowego księcia), porównać można  z ostatnimi zdaniami opowiadania Prostota serca Gustawa Flauberta, (tam wyrzuca się wypchaną papugę).

  Nie sposób też, czytając zakończenie powieści Lampedusy uniknąć jeszcze jednego porównania, ze słowami Prospera z „Burzy Szekspira, dramaturga ukochanego zresztą przez autora Lamparta/Geparda: „ Przedstawienie nasze skończone. Ci nasi aktorzy, jak ci już rzekłem, są wszyscy duchami i rozpłynęli się, znikli w powietrzu; a tak jak pusty kształt tego widzenia, ukryte w chmurach szczyty wież, wspaniałe pałace, wzniosłe świątynie, a nawet cały glob ziemski, tak i wszystko na nim musi rozpłynąć się, jak nierzeczywiste to przedstawienie rozwiało się całe bez śladu. Bowiem my także jesteśmy tym, z czego rodzą się  sny; a niewielkie to życie nasze sen spowija wokół” *.

*fragment „Burzy” w przekładzie Macieja Słomczyńskiego

fn


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *